– No jasne, a do tego koniecznie najdroższą, atłasową kołdrę „Bullocks” i komplet najdelikatniejszych prześcieradeł! – krzyknęła ironicznie Dolly.

– Załatwione! – odkrzyknęła Ariel.

Dolly wybuchnęła śmiechem. Jak cudownie, że Ariel jest w tak dobrym nastroju; oczy jej błyszczą na pewno nie tylko z powodu Snookie. Musiał się do tego przyczynić pewien przystojny mężczyzna, który właśnie wkroczył do życia jej przyjaciółki. I głęboko zamyślona, nawet nie zauważyła kiedy, nakryła do stołu na trzy osoby.

– O nie, pies będzie jadł na podłodze – stwierdziła stanowczo.

I jeden z trzech talerzy wylądował na macie przy krześle Ariel.


* * *

Wraz z pojawieniem się Snookie życie dwóch kobiet weszło w nowy, bardziej uporządkowany etap. Musiały teraz pamiętać o potrzebach psa, które należało zaspokajać. Z drugiej zaś strony osoba Leksa Sandersa dodawała im obu energii w stopniu, którego obie nie znały do tej pory. I tak mijały szybko dni, podobnie jak tygodnie i całe miesiące.

– Teraz dopiero czuję, jak życie mi szybko ucieka, potrzebuję więcej godzin na dobę – mruknęła Ariel pewnego słonecznego dnia na początku kwietnia. – Dzisiaj podchodzę do egzaminu na prawo jazdy, wieczorem w środę jest popis z walki wręcz, a w piątek wieczorem konkurs strzelniczy. W sobotę zaś jem obiad u Leksa i wiem, że on… chce… sądzę, że… może powinnam odwołać… Chyba jeszcze nie jestem gotowa… mężczyźni chcą… a ja od dawna nie… – Ariel zaczęła się plątać.

– Z tym jest tak jak z jazdą na rowerze, wszystko sobie przypomnisz, oczywiście pod warunkiem że tego chcesz. A nawiasem mówiąc, odniosłam wrażenie, że jesteś aż nazbyt dobrze przygotowana do tej chwili. Daj spokój, Ariel, przecież widać, że masz chęć wpuścić go do swojego łóżka.

– Ależ Dolly!

– To prawda. Myślisz, że uda ci się wmówić mi, że ten uśmiech na twarzy i blask w twoich oczach to zasługa Snookie? I że z jej powodu zamawiałaś nowe stroje? Spójrz prawdzie w oczy, zakochałaś się i jest to cudowne, bo zasługujesz na wszystko co najlepsze w życiu. Leks Sanders jest wyjątkowym, jednym na milion mężczyzną. To twoje przeznaczenie. Nie możesz zaprzepaścić tej szansy, tym bardziej że on także już cię pokochał. No to jak, już coś zdecydowałaś?

– Niech będzie, co ma być. To najprostsze rozwiązanie. A los sam pokaże, czy nadszedł już odpowiedni moment. I przestań się martwić o moje życie seksualne, do cholery! To rozkaz, Dolly!

– Widzę, że się zdenerwowałaś, dostałaś nawet wypieków. Chyba rzeczywiście trochę przesadziłam, ale to z dobrego serca. Zaprosiłaś go na swój popis karate?

– Nie, i nie zamierzam tego zrobić. Mam już brązowy pas. A Leks mógłby… czasami mężczyźni niepokoją się, gdy kobiety potrafią takie rzeczy. I na razie postanowiłam zrezygnować z treningów do powrotu mistrza Mitsu z Japonii. Tylko nic nie mów Leksowi. Na konkurs strzelniczy również go nie zaprosiłam z tego samego powodu. Przyrzekasz, że nie piśniesz słówka?

– Przyrzekam, ale według mnie on nie jest taki jak inni mężczyźni i prawdopodobnie byłby dumny z twoich osiągnięć. Poza tym nie jest łatwo go zaniepokoić.

– Masz rację, Dolly, on jest absolutnie wyjątkowy. Szaleję za nim – wygadała się w końcu Ariel.

– Wiedziałam! Wiedziałam! Na tyłach domu jest wprost wymarzony plac na przyjęcie weselne! Sama wszystko ugotuję, najlepiej jak potrafię. Będę pełnić honory pani domu i wytresujemy Snookie, aby podała wam obrączki. Wiedziałam, wiedziałam! – cieszyła się Dolly.

Ariel, piorunując przyjaciółkę wzrokiem, cisnęła w nią ściereczką do naczyń.


* * *

Leks Sanders wyglądał na przygnębionego i taki w rzeczywistości był. Miał na sobie jeden z sześciu tradycyjnych garniturów, które sprowadził dla siebie aż z Hongkongu i wyglądał w nim niczym zawodowy makler z Wall Street. Ubrany tak odświętnie, uczestniczył w nabożeństwie żałobnym za jednego z ranczerów, swojego sąsiada i przyjaciela. Nie zabawił długo, po nabożeństwie złożył rodzinie zmarłego kondolencje i skubnął coś ze starannie przygotowanego poczęstunku.

A potem, wielce przygnębiony z powodu śmierci dobrego przyjaciela, udał się do samochodu. Ten, podobnie jak owe nieszczęsne garnitury wiszące w jego szafie, rzadko tylko był używany. Posiadanie mercedesa-benza zwyczajnie krępowało Leksa. Powinien był dobrze się zastanowić, zanim go kupił. Ale wtedy uważał, że otaczanie się drogimi rzeczami wyrówna pewien dyskomfort i chaos, którego wówczas nie brakowało mu w życiu. Po pewnym jednak czasie nauczył się, że wszelkie przejawy bogactwa nie odzwierciedlają wartości człowieka. A w ogóle jak miał czelność karcić Ariel Hart za kupowanie importowanych towarów?! Cholera, nigdy niczego nie zrobił dobrze. Popatrzył na swój krawat, który kosztował więcej, niż niektórzy mężczyźni są w stanie zarobić przez cały tydzień, i cisnął go na tylne siedzenie. Po chwili szarpnięciem ręki pozbawił się pierwszego guzika przy szyi. Pokręcił luźno głową, wyciągając szyję, i poirytowany zaklął na Tiki, bo zbyt mocno nakrochmaliła koszulę. Podwinął rękawy, raz jeszcze pokręcił głową i dopiero wtedy wrzucił pierwszy bieg.

Po upływie pięciu minut był już na międzystanowej numer pięć. Nim zdążył zjechać z głównej drogi w stronę domu, przypomniał sobie, że Ariel tego dnia zdaje egzamin na prawo jazdy. Zerknął na zegarek. Jeśli chce zdążyć, będzie musiał mocno dociskać pedał gazu. Jeśli Ariel powiedzie się na egzaminie, z przyjemnością złoży jej, jako pierwszy, swoje gratulacje. Jeśli zaś powinie jej się noga – w ogóle nie ujawni swojej obecności. I na myśl, że ujrzy Ariel w środku dnia, serce zaczęło mu walić jak młotem. Czyżby to oznaczało, że jest zakochany? Jeśli tak, będzie musiał przedsięwziąć pewne kroki, aby móc zalegalizować ten związek. Ale to nie takie proste; Leks czuł, jak krew napływa mu do głowy.

I tak, pogrążony w swoim własnym świecie, bardzo szybko znalazł się naprzeciwko szkoły jazdy, w której Ariel i inne pracownice Able Body Trucking zdawały egzamin. Skręcił swoim srebrnym mercedesem na teren restauracji Taco Bell i tam zaparkował. Wysiadł i zamówił jedzenie, na które nie miał ochoty, a potem usiadł przy jednym ze stolików stojących na zewnątrz. Miał stąd świetny widok na przeciwległą stronę ulicy, gdzie właśnie odbywał się egzamin. Natychmiast gdy zobaczył Ariel, jak wskakuje do kabiny niczym profesjonalistka, poderwał się na równe nogi. Zacisnął pięści, starając się nie odrywać oczu od osiemnastokołowca, w którym Ariel wykonywała manewry. Wstrzymywał oddech lub też uśmiechał się, gdy Ariel udało się zrobić coś lepiej niż j emu samemu na egzaminie, który zdawał dziesięć lat temu. Uffff! Zaraz, zaraz, co on właściwie, u diabła, tu robi? Chyba… szpieguje. Co za okropne słowo! Gdyby Ariel dostrzegła go tutaj… wtedy co? Czuł, że najwyższa już pora ulotnić się z tego miejsca, ale jego stopy nie chciały się ruszyć, zupełnie jakby wrosły w ziemię.

Po dwudziestu minutach, kiedy Ariel po raz ostatni zatrzymała ogromną ciężarówkę, Leks był wyczerpany niczym maratończyk. Patrzył, jak otwierała drzwi ciężarówki, a potem radośnie uniosła do góry zaciśniętą pięść. Ach, ileż by dał, aby tylko móc teraz być tam razem z nią! Ariel zeskoczyła, przybiła piątkę z Dolly i roześmiała się od ucha do ucha. A potem… Leks zdumiony szerzej otworzył oczy. Oto Ariel odtańczyła fragment giga *. Padł na krzesło i zaczął ciężko dyszeć. Dawno temu, przed laty, widział pewną młodą dziewczynę, jak wirowała w tańcu dokładnie w ten sam sposób.

W chwilą później superszpieg Leks Sanders siedział już w swoim srebrnym mercedesie i pędził w stronę domu. Tam był jego świat, tam czuł się znakomicie i tam wreszcie mógł do woli i bez skrępowania otaczać się wspomnieniami z przeszłości.

Nacisnął guzik pilota i, nie zwlekając, z przeraźliwym piskiem opon ruszył do przodu; brama ledwo zdążyła się otworzyć. Zaparkował samochód obok prastarej juki i natychmiast, jak oszalały, nie zważając na rozpryskujące się dokoła guziki, zaczął ściągać z siebie białą koszulę, a w biegu po schodach pozbywał się kosztownych butów brook brothers. Jeszcze tylko zrzucić skarpety i już można wskoczyć w czyste, wyprasowane dżinsy oraz luźną koszulkę banana republic z krótkim rękawkiem. Do tego grube białe skarpetki i znoszone buty robocze. Odetchnął z ulgą. O tak, dopiero teraz naprawdę jest sobą. Przygładził do tyłu ciemne, kręcone włosy, spojrzał w lustro i znieruchomiał. Czyżby ten mężczyzna o dzikim spojrzeniu, stojący naprzeciwko… to on sam?! Chyba tak… A wszystko przez pewną kobietę, która na jego oczach odtańczyła głupiutki, krótki taniec. Przypomniała mu w ten sposób kogoś z dawnych lat, i to nie byle kogo: jego własną żonę.

Leks poszedł do swojej sypialni i usiadł na brzegu łóżka. Na Boga, czyż znowu będzie teraz gadał sam do siebie? Powinieneś jak najszybciej udać się na wizytę do psychiatry, Leksie Sandersie. Co najmniej rok temu trzeba było to zrobić albo zdecydować się na prywatnego detektywa, aby odnalazł Aggie. Mogłeś sobie pozwolić na jedno i drugie, więc na co jeszcze czekasz?

– Zamknij się! – syknął Leks, ale podświadomość nie chciała być mu posłuszna.

Ponieważ bałeś się, że jakiś gringo roześmieje ci się w nos na wiadomość, że poślubiłeś białą anglosaską dziewczynę. Dobrze byś wiedział, co potem mówiłoby się na ten temat za twoimi plecami. Nawet teraz nie jesteś pewien, czy byłoby inaczej. O Feliksie Sanchezie dawno już słuch zaginął, jesteś teraz Leksem Sandersem i lubisz nim być. Ale martwisz się z powodu Ariel Hart. Co się stanie, jeśli ona zechce poznać twoją tajemnicę, i ty się przed nią wygadasz? Jak ona to przyjmie? Powinieneś jak najszybciej uporządkować swoje życie, bo dopóki nie wyjaśnisz ostatecznie sprawy Aggie Bixby, nie będziesz w stanie pokochać innej kobiety, nawet Ariel Hart. I dzisiaj miałeś na to niezbity dowód.

Leks, bardzo sfrustrowany, ukrył twarz w dłoniach. Płakał. Ach, żeby tak było można stać się na powrót młodym Feliksem Sanchezem! Mógłby zobaczyć się ze swoją wiecznie uśmiechniętą matką i steranym ojcem, który imał się każdej pracy, aby tylko jego rodzinie starczyło na chleb.

Leks odczuwał potrzebę wypłakania się, podobnie jak pilnie potrzebował oczyszczenia się z wyrzutów sumienia. Kiedy już zabrakło łez, umył twarz i przyczesał swoje niesforne, trochę sztywne, szpakowate włosy. Nie zwlekając, udał się do gabinetu i sięgnął po książkę telefoniczną. Wybrał pierwszą z listy agencję detektywistyczną. Zadzwonił i opanowanym głosem wyjaśnił, o co mu chodzi. Na koniec powiedział, kiedy i gdzie się z nim kontaktować i wyrecytował numer swojej karty kredytowej. Niniejszym podjął decyzją: dopóki nie dowie się ostatecznie, co się dzieje z Aggie Bixby, jego szybko rozwijająca się znajomość z Ariel Hart musi zostać zawieszona na obecnym etapie. Nie można dłużej tak żyć, jeśli nawet mało znaczący szczegół, taki jak taniec, kompletnie wytrącił go z równowagi. Zostaną mu na pocieszenie jedynie jej stare filmy. Leks czuł się fatalnie, jakby cały świat walił mu się na głowę.

Uderzył pięścią w biurko. Gdyby ktoś inny przyszedł do niego z podobnym problemem, wiedziałby, co mu poradzić. Chcesz powiedzieć, że wciąż jesteś zakochany w dziewczynie, którą poznałeś i poślubiłeś trzydzieści cztery lata temu? Otrząśnij się, chłopie. Takie rzeczy zdarzają się i są możliwe jedynie w filmach ze szczęśliwym zakończeniem. Tak właśnie by powiedział. Ale sam nie zniósłby litości ani pogardy w czyichś oczach, dlatego też nigdy nie opowiedział nikomu o swojej przeszłości. Najlepiej czuł się z nią sam na sam w ciemnościach własnego pokoju.

Rozejrzał się. Tak, cały ten pokój to praca jego własnych rąk. Biurko i te ogromne, dębowe półki, które z czasem zapełnił od góry do dołu tysiącami książek, przy czym żadnej z nich nie odłożył nie przeczytanej. Umeblowanie w kolorze wiśniowym wyglądało na typowo męskie, ale było też wygodne. Zdarzało się, że sypiał na tapczaniku, jeśli był zbyt zmęczony, aby wspinać się po schodach na drugie piętro. Sam wybrał jutowy materiał na draperie, a pani Estrada uszyła je i zawiesiła; w efekcie stanowiły świetne zestawienie z pszenicznym kolorem dywanów. Mosiężne lampy o odcieniu burgunda rzucały na pokój ciepłe, miłe dla oczu światło. Tiki, jego gospodyni, wzięła na siebie obowiązek zajmowania się kwiatami. Sama pamiętała o podlewaniu i innych zabiegach pielęgnacyjnych. Ale i tak najwięcej życia do pokoju Leksa wprowadzały akwarele malowane małymi rączkami dzieci jego pracowników. Weźmy na przykład portret krowy oprawiony w elegancką, złotą ramę. Mały, pięcioletni artysta czerwoną kredką podpisał swoje dzieło. Obraz przedstawiał krowę skaczącą ponad żółtym, od góry pokropkowanym księżycem. Jasne światło gwiazd padało na namioty rozbite w dolinie, a pulchne, zielone chmurki płynęły nad niebieską łąką czerwonych stokrotek. Ulubiony obraz Leksa przedstawiał pociąg z dziewiętnastu małych samochodzików, które młody artysta namalował na zwykłym szarym papierze. Leks nie żałował pieniędzy na ozdobnie rzeźbione ramy, które wykańczały te wspaniałe dzieła sztuki. To był jego ulubiony pokój i tu właśnie spędzał większość swojego czasu. Od dawna marzył, że wstawi tu jeszcze kiedyś szafę grającą Wurlitzera, automat do coca-coli i drugi – na gumy do żucia w kształcie kuleczek. Bardzo pragnął kupić oryginalne urządzenia, ale nikt nie chciał mu odsprzedać swoich skarbów. Jemu samemu kojarzyły się one z młodością, której tak naprawdę nie było mu dane zakosztować. Ale wciąż próbował, zamieszczał ogłoszenia w gazetach, rozsyłał listy po całym kraju. I całkiem niedawno pewien handlowiec staroci z Las Vegas zaofiarował się zdobyć dla niego wszystkie te trzy urządzenia, ale zażądał za nie iście astronomicznej ceny. Astronomiczna cena to pojęcie względne. Poza tym tak to już jest, że gdy pustkę swojego życia człowiek chce zapełnić przedmiotami, musi liczyć się z kosztem.