Edwina wygarnęła bratu całą prawdę. Za bardzo go kochała, by pozwolić mu na zmarnowanie życia. Pragnęła, aby otrzymał od losu to, czego jej nie było dane zakosztować. Nie żałowała, że się poświęciła, bo przecież zrobiła to dla rodzeństwa i chciała, aby każde z nich zaznało szczęścia na własną miarę, sięgnęło po najlepsze z tego, co życie ma do zaoferowania.

– Naprawdę tak myślisz, siostrzyczko?

– A jak sądzisz? Pewnie, że zasługujesz na to, żeby być szczęśliwym, głuptasie kochany.

Zburzyła dłonią jego starannie ułożone włosy, a on odwzajemnił się takim samym gestem. Podobała mu się jej krótka fryzura – wyglądała w niej prześlicznie. Wielka szkoda, że nie wyszła za mąż, oprócz Charlesa jednak nie istniał dla niej nikt.

Nieco później, czy to z powodu szampana, czy pod wpływem nastroju chwili, George odważył się zadać Edwinie pytanie, które nurtowało go od dawna.

– Powiedz, Weenie, nie żałujesz, że nie przeżyłaś niczego więcej? Czy nie znienawidziłaś życia, które przypadło ci w udziale?

Zanim zdążyła otworzyć usta, wyczytał odpowiedź w jej oczach.

– Znienawidziłam? – roześmiała się. Ona, która poświęciła jedenaście lat na wychowanie dzieci swej matki, przybrała zdumiewająco zadowoloną minę. – Jakżebym mogła, skoro kocham was tak bardzo? Nie zastanawiałam się nad tym przed laty. Zajęcie się wami uznałam za oczywiste, ale najdziwniejsze jest to, że to wy daliście mi szczęście. Szkoda, że nie mogłam być żoną Charlesa, ale życie z wami nie było takie złe.

Mówiła w taki sposób, jakby najistotniejszą część życia miała już za sobą. I niestety, było w tym trochę prawdy. Jeszcze pięć lat i Teddy pójdzie do Harvardu, Fannie i Alexis pewnie będą już mężatkami. Życie George'a już się ułożyło, i to całkiem dobrze, oczywiście poza chwilami takimi jak ta, gdy sam siebie torturował. Za pięć lat podobne rozterki będzie miał za sobą. A ona zostanie wtedy sama, bo taka jest kolej rzeczy. Dzieci, które wychowywała, dorosną. Na razie wolała o tym nie myśleć.

– Niczego nie żałuję – powiedziała, przysunęła się do George'a i pocałowała go w policzek. – Ale nie chciałabym patrzeć, jak marnujesz życie bez kobiety, którą kochasz. Jedź do Palm Springs, poproś Helen o rękę i powiedz Samowi, że będziesz jego partnerem w interesach. Nie zawracaj sobie głowy tym, co ludzie mogą pomyśleć. Moim zdaniem wszystko dobrze się ułoży. Możesz to powtórzyć Helen.

– Zdumiewasz mnie, Weenie – rzekł George na koniec.

Później, gdy odprowadzał ją do hotelu, pomyślał, że jest wspaniałą kobietą i szczęściarzem byłby mężczyzna, który pojąłby ją za żonę. Czasami miewał poczucie winy, że nie wyszła za mąż. Czuł, że on i dzieci zabrali jej zbyt wiele. Chciał właśnie powiedzieć coś na ten temat, gdy obydwoje jednocześnie stanęli jak wryci. Przez hol, ubrana w szarą satynową suknię Edwiny, z włosami upiętymi wysoko przytrzymywanymi nie wiadomo gdzie zdobytą opaską, w której tkwiło śnieżnobiałe pióro, kroczyła Alexis. Szła uwieszona u ramienia bardzo przystojnego mężczyzny, którego Edwina nie znała, George natomiast rozpoznał go od razu.

– O Boże – szepnęła zaskoczona Edwina. Gdy wychodziła na przyjęcie, Alexis była już w łóżku. – Kto to jest?

Mężczyzna, o którego zapytała, wyglądał na pięćdziesiątkę i choć niewątpliwie był przystojny, miał co najmniej trzy razy więcej lat niż jej siostra. Sprawiał wrażenie podchmielonego, a jego pełne zachwytu spojrzenie dobitnie wskazywało, że jest pod urokiem Alexis.

– To Malcolm Stone, najgorszy łajdak, jakiego znam – syknął George przez zaciśnięte zęby. – Ugania się za młodymi dziewczętami, ale przysięgam, zanim dobierze się do Alexis, zabiję drania. – Słowa, których użył, zupełnie doń nie pasowały, nigdy też doń nie stracił panowania w obecności siostry. Edwina aż oniemiała. George istotnie wyglądał, jakby zamierzał pozbawić życia amanta idącego obok Alexis. – To wschodząca gwiazda i ma nieźle przewrócone w głowie. Grał dopiero w kilku filmach, a już nie wiadomo co sobie wyobraża. Jak nie pracuje, zajmuje się uwodzeniem przeważnie cudzych żon. A młode panienki to jego specjalność – wyjaśnił.

Sposób, w jaki ten człowiek spoglądał na Alexis, świadczył, że George się nie myli. Stone kilka tygodni wcześniej próbował uwieść Helen, czym bardzo zdenerwował George'a. Stary lowelas chciał zbliżyć się do dziewczyny z tych samych powodów, dla których George postanowił z nią zerwać. Była piękna i bogata i przez nią Stone szukał dojścia do Sama Horowitza.

Twarz George'a, gdy ruszył przez hol, przypominała zaciętą nieruchomą maskę.

– Stone! – jego głos zabrzmiał jak chlaśnięcie biczem.

Zapatrzona w siebie para przystanęła, Alexis odwróciła się z przerażoną miną. Zamierzała ich przechytrzyć i znaleźć się w łóżku, zanim oni wrócą, ale tak świetnie bawiła się w Hollywood Hotel, że straciła poczucie czasu. Spotkała Malcolma dwa razy w hotelowym holu, a kiedy natknęli się na siebie po raz trzeci, sami się sobie przedstawili. Stone natychmiast zapytał, czy jest krewną George'a Winfielda z Horowitz Pictures, a gdy przytaknęła, zaprosił ją na lunch.

– Czego chcesz od mojej siostry? – ostro zapytał George.

– Ależ niczego, drogi chłopcze, tylko miłego towarzystwa pięknej panny. Zachowywałem się jak dżentelmen, prawda, kochanie?

Mówił ze sztucznym angielskim akcentem. Edwina patrząc na Alexis zorientowała się, że jej siostra całkiem straciła głowę. Jak na nieśmiałe dziecko miała dziwną słabość do starszych panów.

– Potańczyliśmy sobie w Hollywood Hotel, prawda, kochanie? – Malcolm uśmiechnął się do Alexis, lecz tylko ona nie zauważyła, że w uśmiechu tym nie ma łagodności.

– A wiesz, że ta osóbka nie ma jeszcze siedemnastu lat? – dyszał wściekłością George.

Edwina poczuła przypływ podobnych uczuć. Alexis postąpiła wyjątkowo nieładnie. Żeby wymykać się po kryjomu, korzystając z nieobecności starszego rodzeństwa!

– To tak się sprawy mają… – Stone uśmiechnął się do dziewczyny. – Zdaje się, że nastąpiło pewne nieporozumienie. – Delikatnie wyjął jej dłoń spod swego ramienia i podał George'owi. – Powiedziało się nam, że zbliżają się nasze dwudzieste urodziny.

Alexis spąsowiała, Malcolm Stone nie wyglądał jednak na zbytnio przejętego. Dla niego nieprzyjemny był tylko sposób, w jaki George wypomniał mu wiek siostry. Stone był pewien, że dziewczyna jest młodsza, niż się przyznawała, ale była takim uroczym dzieckiem, że fakt, iż go z nią widziano, na pewno mu nie zaszkodzi.

– Wybacz, George. – Podstarzały amant wyglądał bardziej na rozbawionego niż skruszonego. -Nie rób jej zbytnich wymówek. Jest taką czarującą istotą!…

– Trzymaj się od niej z daleka – przestrzegł George.

– Oczywiście, jak sobie życzysz. – Stone skłonił się nisko i oddalił szybkim krokiem.

George przez chwilę wpatrywał się gniewnie w młodszą siostrę, potem ujął ją za ramię i we trójkę pośpieszyli w stronę domku Winfieldów. Tam na widok groźnych min starszego rodzeństwa Alexis wybuchnęła płaczem.

– Na Boga! jak mogłaś wyjść z tym człowiekiem? – George był wściekły na siostrę, co nieczęsto mu się zdarzało. Zazwyczaj wstawiał się za młodszym rodzeństwem, gdy uważał, że Edwina jest dla nich za surowa. Ale tym razem było inaczej. Tym razem chętnie sprawiłby Alexis lanie, tyle że była na to za duża. Zresztą Edwina nigdy by do tego nie dopuściła. Miał ochotę udusić Alexis za okazaną lekkomyślność. Jak mogła dać się oczarować człowiekowi pokroju Malcolma Stone'a! – Wiesz, kto to jest? – krzyczał. -To nadęty oszust! Usiłuje zrobić za wszelką cenę karierę w Hollywood i wykorzysta każdego, byle osiągnąć swój cel!

George świetnie znał świat, w którym się obracał. Miasto było pełne łajdaków takich jak Malcolm Stone – na każdy tuzin mężczyzn przypadało ich co najmniej dziesięciu.

Alexis ze szlochem wyrwała ramię z uchwytu brata.

– On wcale nie jest taki, jak mówisz! Jest miły i dobry i uważa, że powinniśmy razem występować w filmach. Ty nigdy mi nie zaproponowałeś, żebym zagrała – rzuciła oskarżycielskim tonem.

George dobrze wiedział, że o Malcomie można było wiele powiedzieć, ale z pewnością nie to, że jest "miły i dobry". Był żmiją z gatunku najbardziej jadowitych.

– Owszem, nigdy ci nie zaproponowałem roli i nigdy tego nie zrobię! Myślisz, że mógłbym spokojnie patrzeć, jak obracasz się wśród ludzi jemu podobnych? Nie bądź śmieszna! Ależ z ciebie dzieciak! To nie jest miejsce dla osoby w twoim wieku! Ani Hollywood, ani film!

– Jeszcze nigdy nie byłeś dla mnie taki niemiły! – żaliła się spłakana.

George niemal siłą wciągnął ją do saloniku, gdzie upadła na fotel płacząc coraz żałośniej.

– Czy mogę przerwać tę rozmowę i zapytać, dlaczego nie zapytałaś mnie, czy możesz wyjść z tym panem, i dlaczego nam go nie przedstawiłaś? – spokojnie wtrąciła Edwina, którą najbardziej bolało, że siostra wymknęła się po kryjomu. Robiła to od dziecka i przed jedenastu laty na "Titanicu" omal nie przypłaciła tego życiem.

– Bo… bo… – Alexis płakała coraz gwałtowniej, mnąc chusteczkę i rosząc łzami sukienkę, którą "pożyczyła" od Edwiny. – Bo wiedziałam, że się nie zgodzisz – wydusiła wreszcie.

– Nie mylisz się, Alexis. Czy mogę się dowiedzieć, ile ten dżentelmen ma lat? – Edwina najwyraźniej nie pochwalała eskapady siostry.

– Trzydzieści pięć – z godnością odparła Alexis.

– A jakże! – zadrwił George. – Pięćdziesiąt jak nic! Boże, gdzieś ty się chowała!

Edwina pomyślała, że brat jest niesprawiedliwy dla Alexis. Mieszkała dotąd w sennym mieście, gdzie nie spotykało się szaleństwa i nieprawości, których pełen był ten południowy zakątek Kalifornii. Trudno zatem było od niej wymagać, że od pierwszego wejrzenia rozpozna ludzi podłych i rozpustnych.

– Zdajesz sobie sprawę, jaką krzywdę mógłby ci wyrządzić ktoś taki jak on? – zapytał George. Zapłakana Alexis przecząco pokręciła głową, a George rozdrażniony powiedział do Edwiny: – Wytłumacz to naszej siostrze. – Po czym zwrócił się do Alexis: – Będziesz miała dużo szczęścia, jeżeli nie odeślę cię do domu jeszcze przed urodzinami.

Wcześniej uzgodnili, że urodziny Alexis będą obchodzić w Los Angeles i że spędzą tu również Wielkanoc, ale ostatni jej wybryk sprawił, że Edwina rozważała zmianę planów. Odbyła kilka zasadniczych rozmów z Alexis, która wyraźnie popadła w niełaskę u starszego rodzeństwa. Cały kłopot polegał na tym, że ta świeża i piękna dziewczyna stanowiła łakomy kąsek dla hollywoodzkich amantów. Nawet tutaj, wśród tłumów pięknych kobiet, gdziekolwiek się udali, mężczyźni natarczywie gapili się na nią. Przyćmiewała urodą wszystkie kobiety ze swoimi siostrami włącznie.

Jakby tego było mało, dwa dni po aferze z Malcolmem Stone'em w hotelowym holu podszedł do niej łowca talentów, proponując rolę w filmie produkowanym przez Fox Productions. Gdy Edwina delikatnie odmówiła w jej imieniu, Alexis pobiegła do pokoju i wylewając nowe fontanny łez, oskarżała siostrę, że chce zmarnować jej życie. Na znak protestu przez resztę dnia nie opuszczała łóżka.

Tego wieczoru zaniepokojony George zapytał Edwiny, co się stało Alexis, bo przecież nigdy dotąd taka nie była. Cóż on jednak mógł wiedzieć, skoro od czterech lat przebywał poza domem! Alexis nigdy nie była łatwym dzieckiem, ani teraz, ani przedtem. Chociaż nieśmiała, zdawała sobie sprawę ze swojej oszałamiającej urody i gorąco pragnęła zrobić karierę aktorską.

– To trudny wiek – powiedziała uspokajająco Edwina, gdy zostali z George'em sami. – W dodatku jest piękna i wie o tym, a to czasami pogarsza sytuację. Zewsząd otrzymuje przeróżne atrakcyjne propozycje, a my nie pozwalamy jej z nich korzystać. Bardzo jej się to nie podoba i ma nas za parę złośliwców.

– O mój Boże! – westchnął George. Nigdy dotąd nie miał bezpośredniego udziału w kłopotach, jakie sprawiało Edwinie młodsze rodzeństwo. Teraz dopiero uświadamiał sobie, że wychowanie dzieci nie jest takie łatwe, jak mu się wydawało. – Co my z nią teraz poczniemy? – Zachowywał się tak, jakby młodsza siostra popełniła w Los Angeles ciężkie przestępstwo.

Edwina roześmiała się, patrząc na brata.

– Zabiorę ją do domu i sądzę, że to na razie załatwi kłopoty związane z pobytem w Hollywood. I modlę się, żeby jak najszybciej znalazła sobie męża, bo wtedy on będzie się zamartwiał jej urodą.

George skwapliwie jej przytaknął, nieco zakłopotany sytuacją.

– Mam nadzieję, że nie będę miał córek – zauważył z markotną miną.

– A ja mam nadzieję, że będziesz ich miał z tuzin – zażartowała Edwina. – No właśnie – znowu przybrała ton starszej siostry. -Miałeś wyjaśnić sprawę z Helen. Dlaczego nie jesteś jeszcze w Palm Springs?

– Byłem tam, ale właśnie wyjechali do przyjaciół w San Diego – odrzekł George. – Zostawiłem wiadomość w hotelu, że chcę się z nimi spotkać, i zaczekam tutaj na nich. Przykro mi tylko, że tym razem nie spotkałaś Sama.

Edwina poznała go przed trzema laty. Wywarł wtedy na niej duże wrażenie. Miał inteligentne oczy i mądrą twarz, a z jego postaci promieniowała siła.