Renato pojmował to doskonale, bo usiłował złamać jej opór. Wśród pocałunków szeptał o przeznaczeniu, o odwiecznej namiętności, był uwodzicielski i pełen żaru… Wprost trudno było mu się oprzeć.

Pożądanie bez miłości jest piekłem.

Łączyła ich jedynie namiętność, a małżeństwo zbudowane na tak chwiejnej podstawie nie wróży niczego dobrego. Powinna się przed tym bronić, lecz było to niezwykle trudne, gdyż ciało Heather pragnęło wszystkiego, co chciał ofiarować jej Renato.

Ulewa skończyła się równie gwałtownie, jak zaczęła, przechodząc w mżawkę. Wyrwała się z jego objęć i odwróciła, lecz niezbyt jej to pomogło. Dookoła widziała płaskorzeźby i statuetki poświęcone Ceres i związanej z nią płodności. Były tam ciężkie kłosy, parzące się zwierzęta i połączeni w mistycznym akcie rozmnażania ludzie.

Ceres była bezwzględną boginią, wszelkimi sposobami starała się podporządkować sobie wszystkie ludzkie istoty. Kusiła słodyczą pożądania, lecz gdy już osiągnęła swój cel, potrafiła boleśnie ranić.

Renato stanął za nią. Podążył za jej wzrokiem i bez trudu odgadł, o czym myśli.

– Nie można się opierać – rzekł. – Na pewno nie w tym miejscu. Ono nam przypomina, że jesteśmy tylko igraszką w rękach bogów.

– Wierzysz w to?

– Wierzę, że są siły, którym nie możemy się przeciwstawić.

– A czego chcą od nas ci bogowie? – spytała, odwracając się do niego.

– Powiem ci, czego nie chcą. Nie dadzą nam spokojnego życia. Nigdy tego nie zaznamy. Masz w sobie coś, co doprowadza mnie do szaleństwa, a ja rozpalam cię, jak nikt inny na świecie. Walczymy ze sobą od chwili spotkania i nigdy nie przestaniemy. Jednak pójdziemy razem przez życie, bo nie pozwolę ci wyjść za innego.

Spojrzała na jego twarz i zamarła.

Miała ten sam wyraz, co podczas przejażdżki na skuterze wodnym, gdy nalegała, by popłynęli poza horyzont. Wówczas omal nie przypłaciła tego życiem, a teraz mogła rozstrzygnąć się jej przyszłość.

– Czy mnie zrozumiałaś? Odpowiedz!

Odpowiedziała, lecz nie słowami, a leciutkim uśmiechem, który nieoczekiwanie zirytował Renata.

– Czy męczysz mnie dla przyjemności?

– A jak myślisz? – spytała tak cicho, że musiał odczytać to z ruchu jej warg.

– Myślę, że nie pozwolę, byś dłużej mnie dręczyła – warknął wściekle.

– Jak chcesz mnie powstrzymać? – zaśmiała się.

– Nie drażnij mnie, Heather, bo i tak przegrasz.

– Myślę, że już wygrałam.

Wygrała jego usta wpijające się w jej wargi, rękę trzymającą ją w pasie i drugą obejmującą szyję tak, że nie mogłaby uciec, gdyby chciała. Ale nie chciała.

Pragnęła zostać w jego ramionach i w pełni cieszyć się zdobyczą. Kiedyś nadejdzie dzień, gdy przekona się, co jeszcze wygrała, zdobywając tego dziwnego, tajemniczego i pełnego sprzeczności mężczyznę.

– Powiedz mi, że z nim nie spałaś – wydyszał.

– A jeśli nawet, miałam do tego prawo. Należeliśmy do siebie.

– Powiedz mi, że do tego nie doszło.

– To nie twoja sprawa. Nie należę do ciebie i nigdy mnie nie dostaniesz.

Cofnął się. Drżał, jak po długim biegu.

– Dostanę – powiedział. – Zawsze wszystko dostaję.

Zapadła cisza. Czekał na odpowiedź, lecz postanowiła nic nie mówić. Powoli gniew zaczął gasnąć w jego oczach, zastąpiła go obojętność.

– Deszcz ustał – rzekł. – Ruszajmy, zanim znów zacznie padać.

W domu zatrzymał się tylko na chwilę, by się wysuszyć i przebrać. Heather poszła do siebie. Gdy wyszła, Renato już wyjechał.

– Kazał cię pożegnać – wyjaśniła Jocasta – nie mógł już dłużej zostać.

– Chyba rzeczywiście nie mógł.

Kolację zjadła sama, ledwie próbując potraw, aż Jocasta zbeształa męża, oskarżając go, że chce się pozbyć nowej pani, strasząc ją kiepskim jedzeniem.

Położyła się późno. Gdy wzeszedł księżyc, spacerowała po osrebrzonym jego światłem ogrodzie. Różane krzewy, symbol wiecznej miłości, lśniły zimno.

Tego właśnie szukała: czułości i delikatności. Taki rodzaj miłości, jako mieszkanka północy, pojmowała najlepiej.

Tymczasem w kraju palącego słońca i gwałtownych deszczy odnalazła namiętność w najczystszej postaci. Nieobliczalną i nie uznającą żadnych hamulców, bo tacy byli mieszkańcy tej ziemi. Sercem była jedną z nich.

Doskonale. Jeśli ma być Sycylijką, powinna zmierzyć się z problemem nie tylko z sycylijską pasją, ale i z przebiegłością.

Znów przypomniała sobie usta Renata na swoich wargach, dotyk jego mocnego ciała. To wspomnienie sprawiło, że chciała krzyczeć.

Jednak przemawiał językiem dumy i władczości, a żadna kobieta o silnym charakterze nie zgodziłaby się na to. Więc musiała zaprzeczać własnym uczuciom. Miała wrażenie, że nie da się pogodzić tych sprzeczności.

Chyba że…

Następnego dnia późnym popołudniem wybrała się do Residenzy, gdzie zastała Baptistę pokrzepioną drzemką i w dobrym nastroju. Zasiadły na tarasie przy ciasteczkach i herbacie. Zapadał zmierzch. Deszcze odświeżyły ogród, tak że wszystko wyglądało pięknie, a ponieważ minęła najgorętsza część lata, panował miły chłód. Zachęcona przez Baptistę opisywała, jak spędza czas w domu.

– Miejscowy ksiądz złożył mi grzecznościową wizytę i spytał, czy grywam w szachy. Ucieszył się, gdy powiedziałam, że tak, i to chętnie.

Baptista zachichotała.

– Ojciec Torrino jest przemiłym człowiekiem, ale kiepskim szachistą. Daj mu czasem wygrać. A więc pasujesz do mieszkańców. To wspaniale.

– Wszyscy oglądali mnie od stóp do głów, zastanawiając się, czy się nadam – Heather uśmiechnęła się – i najwyraźniej uznali, że tak. To szczęśliwe miejsce. Nic dziwnego, że je pokochałaś. Nie chciałabym go opuszczać – dodała znacząco.

– Przecież nie musisz wyjeżdżać.

– To nie takie proste. – Heather sięgnęła po filiżankę z herbatą i chwilkę pomyślała. – Ilu kandydatów odrzuciłaś, nim w końcu powiedziałaś „tak"?

– Pięciu czy sześciu. Biedni rodzice rwali włosy z głowy.

Kątem oka Heather zauważyła spory cień na firance, a potem dostrzegła postać mężczyzny. Baptista musiała go też widzieć, ale nie dała tego po sobie poznać, natomiast przybysz milczał i słuchał uważnie.

– Nie tyle mężczyzna musi być odpowiedni – ciągnęła Baptista – co okoliczności. To są korzyści płynące z intercyzy. Ustalasz najważniejsze zasady i potem nie ma się o co kłócić.

– Sama nie wiem – mruknęła Heather, wciąż nie przyjmując do wiadomości tego, że Renato jest obecny, choć nalał sobie herbaty i usiadł nieco z tyłu. – Niektórzy ludzie zawsze wynajdą powód do sprzeczki, bo są z natury kłótliwi.

– Zgadzam się, ale dobra intercyza również to bierze pod uwagę. Niektórzy mężczyźni naprawdę są trudni we współżyciu, ponieważ… hm, jak by to trafnie ująć?

– Są wypełnieni sobą – podpowiedziała Heather.

Baptista roześmiała się szczerze.

– Uwielbiam angielskie zwroty. Są bardzo wyraziste. Z takim właśnie przypadkiem mamy do czynienia. Mężczyzna obarczony podobną cechą potrzebuje żony, która wytłumaczy mu, gdzie jego miejsce, a z kolei kobieta, gdyby na przykład doszła do wniosku, że się nieco w życiu zagubiła, powinna znaleźć u niego pomoc. Takie małżeństwo miałoby wielkie szanse na prawdziwy, wieloletni sukces.

– Jest jeszcze inna sprawa do uzgodnienia – podkreśliła Heather. – Wierność. Ze swej strony nie chciałabym znaleźć się w kolejce za Julią, Minettą i…

– Nigdy o nich nie słyszałem – odezwał się z tyłu zduszony męski głos.

– Myślę, że zapomni, iż kiedykolwiek o nich słyszał – zauważyła spokojnie Baptista.

– Dobrze – zgodziła się Heather. – Moja strona oczekuje, że sprawy przyjmą właśnie taki obrót. Ktoś coś mówił?

– Zoccu nonfa pi tia ad autra non fan – ponownie rozległ się męski głos.

– Najwyraźniej nawiedził nas jakiś duch – rzekła niezmieszana Baptista. – Przypomniał nam sycylijskie przysłowie: „Nie rób drugiemu, co tobie niemiło".

– Biorę to pod uwagę – westchnęła ciężko Heather. – Obustronna wierność.

– Świetnie. Pozostaje jeszcze kilka spraw do omówienia. Choćby to, gdzie strony będą mieszkać. Zdecydowanie odrzuciłam dwóch kandydatów, bo nie lubili Bella Rosaria i nie chcieli spędzać tam czasu. Chodzi mi przynajmniej o kilka tygodni w lecie.

– Kilka letnich tygodni, to całkiem rozsądne wyjście.

– Reszta czasu tutaj, bo druga strona musi stąd kierować interesami.

– Oczywiście, przecież musi trzymać rękę na pulsie – przyznała Heather. – Spodziewam się jednak, że od czasu do czasu ty również odwiedzisz Bella Rosaria.

– Tak, i jestem pewna, że i ty dasz radę. Jednak wątpię, żebyś mogła jeździć tam sama, bo on również kocha to miejsce i będzie ci się narzucał ze swoim towarzystwem.

– To mi nie przeszkadza, bo akurat tam jest najmilszy.

– A więc zauważyłaś.

– Wręcz ludzki. Miło, gdy małżonkowie mają ze sobą coś wspólnego.

Baptista zachichotała, a potem dokonała podsumowania:

– Skoro już postanowiono, pozostaje jedynie wezwać prawników i ustalić szczegóły. Zaś co do wiana…

– Panna młoda wnosi Bella Rosaria, bardzo cenną posiadłość – podkreśliła Heather.

– Wspaniałą posiadłość – przyznała Baptista – która pozostanie jej własnością.

– Myślałam, że powinna wrócić do rodziny Martellich – zaprotestowała Heather.

– Ona sama przez małżeństwo wejdzie do rodziny Martellich – zauważyła Baptista. – Poza tym kobieta na Sycylii ma silniejszą pozycję, jeśli posiada coś na własność. Twojej stronie powinno wystarczyć moje zapewnienie.

Heather skinęła głową.

– Na pewno jej wystarczy. Moja strona już wie, ile zawdzięcza twojej wiedzy i umiejętności doprowadzania zawiłych spraw do szczęśliwego końca. Czy coś przeoczyłyśmy?

– Chyba nie.

– W takim razie – powiedziała raźno Heather – możesz poinformować swoją stronę, że moja jest zadowolona z podjętych postanowień.

Wstała. Baptista wyciągnęła rękę, Heather pomogła jej się podnieść. Następnie obie kobiety weszły powoli do domu, zostawiając Renata pijącego herbatę na tarasie. Spoglądał w morze. Żadna z nich nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem. Tak jakby w ogóle nie zauważyły jego obecności lub celowo go ignorowały.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Heather na swój drugi ślub w katedrze w Palermo wybrała dużo prostszą sukienkę, w kolorze kości słoniowej, bo lepiej niż biała pasowała do lekkiej opalenizny. Wzięła ją z wypożyczalni.

– Nie kosztowała ani grosza – oznajmiła triumfalnie. – Podarowałam im starą, więc z wdzięczności tę pożyczyli mi za darmo.

– Tęga głowa – ucieszyła się Baptista. – A nie mówiłam? – zwróciła się do Renata.

– Owszem – uśmiechnął się. – Może miałaś dobry pomysł, mamma.

– Jaki? – Heather spojrzała na nich podejrzliwie.

– Mamma uważa, że powinnaś niezwłocznie wejść do interesu – wyjaśnił Renato.

– Wkrótce przejdę na zasłużony odpoczynek i musisz mnie zastąpić – powiedziała Baptista. – Inaczej w radzie zabraknie kobiecego głosu, co byłoby katastrofą.

– Należysz do rady?

– Spodobają ci się spotkania – ironizował Renato. – Najpierw mamma mówi nam, czego chce. Potem odbywa się spotkanie, zgłasza wniosek i wszyscy głosujemy zgodnie z jej instrukcjami.

– Bzdury! – obruszyła się Heather.

– Nic dziwnego, że chce, żebyś zajęła jej miejsce. Jesteś równie apodyktyczna, jak ona.

– Mam zająć jej miejsce?

– Nie mogę rządzić wiecznie – odparła Baptista. – Moja droga, masz rozum, urodę i dryg do interesów, słowem, jesteś cennym nabytkiem. Dlatego musiałam cię pozyskać.

Choć brzmiało to bardzo wyrachowanie, Heather wiedziała, że przyszła teściowa ją kocha. Tak naprawdę Baptista zamierzała ją dowartościować, pokazać, że nie uważa jej jedynie za synową, lecz widzi w niej także kobietę, która zajmie należne jej miejsce w rodzinie. Temu właśnie służą małżeństwa z rozsądku.

Wolałaby mieć cichy ślub, lecz należało zaprosić tych samych gości co poprzednio, by nikogo nie obrazić, dlatego zaczęto przygotowania na jeszcze większą skalę. W kuchni pracowano dzień i noc, by przyćmić wszystko, co zaplanowano poprzednio. Nawet tort miał dodatkowe piętro. Jedynie Bernardo miał pozostać drużbą.

W przeddzień ślubu Heather pojechała na lotnisko w Palermo, by odebrać Angie, która przyleciała jako druhna. Ponieważ był już późny wieczór, zjadły kolację w restauracji i wślizgnęły się do domu niezauważone przez Bernarda.

– Naprawdę niczego nie podejrzewa? – spytała Angie, gdy szykowała się do snu w ich starym pokoju.

– Nic a nic. Nikt nie wspomniał mu o twoim przyjeździe. Bernardo zobaczy cię dopiero wtedy, gdy będziesz szła ze mną główną nawą. Nadal ci nie przeszło, co?

– Ani na jotę – westchnęła Angie. – A jemu?

– Jest równie nieszczęśliwy, jak ty. Ale zaufaj mi, zamierzam to naprawić.

– Boże, mówisz zupełnie jak Baptista – zdumiała się Angie.